W cichym pokoju słychać było tykanie zegara. Ach ten zegar – pomyślałem. Tak dobrze mi się kojarzy. Uspokaja. Taki wieczór, kiedy siadasz z kubkiem herbaty, ulubionym czasopismem, i za niczym już nie gonisz.
Tak zapamiętałem ten dźwięk z czasów dzieciństwa.
A później przyszedł czas gonienia. Za czym? Jako zawodowy poszukiwacz duchowy, goniłem oczywiście za spokojem. To trochę szalone, ale w skrócie tak to wyglądało.
I nie chodziło o jakiś tam zwykły spokój. Ten to w sumie miałem. Ja chciałem spokoju przez duże S. Inaczej mówiąc tego stanu, kiedy czujesz się wolny od jakichkolwiek ograniczeń, ciała czy umysłu. Wolny od tożsamości. Znałem już tego smak, więc ruszyłem złapać to raz a dobrze. Tak, żeby mi to już więcej nie uciekło.
I wtedy, za nic w świecie, nie potraktowałbym poważnie wskazówki, że przecież może trzeba się zatrzymać. Nie, ja wiedziałem co jest moim celem. A każda chwila, w której ten spokój przez duże S się pojawiał, odsłaniała moje egzystencjalne poczucie braku.
Co miałem z tym poczuciem braku zrobić? Prawdopodobnie świadomie się z nim spotkać. I oczywiście odkryć, że jestem czymś większym. Ale to mogę powiedzieć dzisiaj, kiedy już swoje przeszedłem. Bo w końcu coś mnie w tym wszystkim zatrzymało.
Kiedy już wiesz, że bieg po spokój może jedynie zmęczyć, zostaje ci spojrzeć w miejsce, w które nie bardzo chciałeś spojrzeć. Chociaż słyszałeś o nim wiele razy. To miejsce, o którym mówią: „Już tym jesteś”. Gdzie zostawiasz wszystko w spokoju i zostaje Ci tylko obecność. Przeplatana nieraz kolejnym maratonem, bo przecież po wysiłku łatwiej opaść w fotelu.. ale tak jest właśnie idealnie.. I znów sobie przypominasz tą piękną ciszę.. czy to tykanie zegara..
Obserwujesz swoje myśli, emocje, odczucia płynące z ciała. Jesteś wtedy obserwatorem. Rozwijasz umiejętność zdystansowania się od myśli, emocji, odczuć. Pojawia się w Tobie więcej spokoju, a cały wewnętrzny ruch spowalnia.
W takim wyciszeniu, możesz zobaczyć więcej, usłyszeć więcej. Zobaczyć na przykład to, że jest w nas pewien mechanizm, który warunkuje wszystko co przeżywamy. Jest on dużo bardziej subtelny niż myśli i słowa.
Może pojawić się w formie odrzucania pewnych myśli. W formie odwracania uwagi od tego, co i tak pojawia się w Twoim doświadczeniu.
Do tej pory mogłeś rozpoznać, że jesteś czymś większym od myśli, emocji, wrażeń. Teraz zaczynasz widzieć, że jesteś czymś większym, niż ten warunkująco-odrzucający mechanizm. W takim rozpoznaniu otwierają się wrota do głębokiej akceptacji i spokoju.
Zacznij od tego, co możesz zrobić na pewno.
Na pewno możesz zamknąć na moment oczy. To oczywiste. Możesz również wziąć głębszy oddech. I jeszcze jeden.
Ok, co jeszcze.
Możesz napiąć wybrany mięsień i go rozluźnić. Na przykład w dłoni lub w nodze.
Takie ćwiczenie sprawia, że Twoja uwaga powraca do ciała. Wtedy już jesteś bliżej siebie, niż kiedy trwasz pogrążony w myślach.
Czy to wszystko? Oczywiście że nie.
Jednak zabawa z oddechem i odczuwaniem ciała, praktykowana codziennie, otwiera nas na istotę medytacji.
Ale sprawdźmy, co jeszcze możesz zrobić na pewno.
Możesz powiedzieć do siebie „Ja jestem obecny, teraz” Na głos lub w myślach. Tutaj warto się zatrzymać. Pozwól sobie zostać chwilę z tymi słowami. Zaproś do siebie ich głębokie znaczenie. Poczuj to, że naprawdę jesteś obecny w tej chwili. Właśnie w ten sposób robimy to podczas spotkań praktyki obecności.
Nie powiem Ci co dalej. Chciałbym zostawić tu uchylone drzwiczki. Myślę, że dobrze byśmy się nie spieszyli. Jeśli wykonałeś to ćwiczenie i poczułeś powiew czegoś pięknego, to jest bardzo ważny moment. Ale spokojnie, jeśli nic nie poczułeś to nic straconego. Pamiętaj, że możesz spróbować jeszcze raz. A być może to, co bierzesz za nic, jest czymś co czeka na odkrycie
Usiadłem na poduszce, zamknąłem oczy. Jeden oddech, drugi, trzeci.. ach pojechałbym nad jezioro, leżałbym gapiąc się w niebo..
chwila, co się stało.. znowu odpłynąłem..
ok, wdech, wydech, jestem obecny.. jeden oddech, drugi..
chyba zostawiłem ładowarkę w biurze, będę musiał tam podjechać, bo nie naładuje telefonu.. no i znowu odleciałem, muszę się bardziej skupić
Pewnie to znacie. No właśnie, co zrobić kiedy umysł odpływa. Jak radzić sobie z uciekającą uwagą podczas medytacji.
Przede wszystkim, fakt że łapiesz się na tym, jest już bardzo ważny. Moment w którym pojawiła się tego rodzaju przytomność – już jesteś z powrotem w obecności.
Druga ważna sprawa – naucz się obserwować wszystko co związane z tym odpływaniem.
Oswajaj się z tym doświadczeniem.
Od czego zacząć?
Najprościej, kiedy złapałeś się na odpływaniu podczas medytacji, mogła pojawić się w Tobie myśl „nie udało mi się, znowu”. Za tą myślą mogła pojawić się jakaś emocja.
Zwróć uwagę na to, że możesz doświadczyć tej myśli dzięki temu, że jesteś. Najpierw jesteś Ty, następnie przychodzi doświadczenie myśli.
Więc,
odpłynąłem w myśli,
następnie złapałem się na tym,
zauważyłem swoją reakcję na to odpływanie
i teraz najważniejsze – zdejmuję napięcie związane z myślą, że nie udało mi, albo że muszę bardziej się napiąć żeby utrzymać uwagę.
Zamiast tego zauważam, że jestem obecnością pomimo myśli. Dzięki temu mogę puścić napięcie. Mogę pozwolić być każdej myśli, pozostając w odprężeniu i obecności, która jest bezwysiłkowa.
"Siedzę już wygodnie, kierowca zamyka drzwi. Świat za oknem zaczyna się poruszać. Autobus, tramwaj, pociąg. Lubie ten sposób przemieszczania się. Mogę wtedy zanurkować w swój świat. W świat fantazji."
Tak właśnie to wyglądało. Większa część mojego dzieciństwa to bujanie w obłokach. Uwielbiałem to. Nawet w szkole. Wtedy nauczycielka sprowadzała mnie na ziemie komentarzem:
„Jacek to znowu myśli o niebieskich migdałach.” No cóż, mnie tam było z tym dobrze.
To fantazjowanie, stało się jednym z większych wyzwań, w czasie mojej praktyki medytacyjnej. Ale o tym napiszę innym razem. Teraz chciałbym opowiedzieć Ci o plusach mojego „bujania w obłokach”.
Z perspektywy czasu widzę, jak łatwo przychodziło mi wskakiwanie do własnego wnętrza. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem słowa: "poczuj swoje ciało od wewnątrz", albo "skieruj swoją uwagę do środka" – od razu wiedziałem co mam robić. Tutaj pomogła mi właśnie natura marzyciela.
Dla tamtego Jacka medytacja to kolejne tajemnicze drzwi. Gdzie prowadzą?
"Autobus ruszył, więc na mnie czas. Tym razem nie zamykam oczu. To nie ma znaczenia. Wystarczy jedna myśl i już tu jestem. Co dzisiaj mogę odkryć? Jakiego bohatera odegram?"
Pierwsze drzwi do własnego wnętrza przechodziłem bardzo łatwo. Zostawiałem wszystkie sprawy, wszystko co działo się wokół mnie i .. hop.
Odkrycie, że są tu kolejne wrota – to było coś. Czuje ekscytacje i wiem że czeka mnie przygoda. Tak, to była właśnie moja przygoda – podróż do wnętrza Jacka.
Z każdą kolejną godziną odsłaniało się coś niezwykłego. Teraz, to już nie jest zwykła zabawa wyobraźnią. Odkrywam coś prawdziwego. Zaczynam czuć, że jestem czymś więcej.
I najciekawsza dla mnie w tej historii jest zmiana, która naprawdę się wydarza. Wtedy poczułem jakbym przypomniał sobie coś, co zawsze znałem. Nie potrafiłem tego nazwać, ale wiedziałem że jest to ważne. To otwiera mnie na to kim jestem naprawdę. Tego nie da się zapomnieć.